niedziela, 20 października 2013
Porto Santo złota plaża
Madera posiada wiele małych wysp w niedalekiej odległości od wybrzeża, ale ich niezaprzeczalną królową jest Porto Santo. Jej niezrównanym walorem jest 9 kilometrowa złota plaża.
Połączenie z wyspą obsługuje prom Porto Santo, który z Funchal ma tylko jeden kurs na dzień. Statek wypływa o godz. 8:00 i wraca o 20:00 więc cały dzień można go obserwować cumującego w porcie.
Samo miasto niewiele ma do zaoferowania. Jest to kilka przecinających się ulic z małą ilością restauracji i barów, i prostą, użytkową architekturą. Ostatecznie można tu znaleźć miejsce do zjedzenia obiadu, ale chyba najlepszym rozwiązaniem wyłby własny piknik na plaży. Po to przecież przybywają tu turyści.
Plaża jest piękna i szeroka, łagodnie schodzi do morza i na swojej 9 kilometrowej przestrzeni dostarczy wiele spokojnych zakątków. Przy głównym zejściu znajdują się przebieralnie i prysznice oraz ratownik. Jest tu także przyzwoita kawiarnia, więc na lunch nie ma potrzeby wybierania się do miasta.
W trakcie transferu z portu do plaży, który doliczony był do biletu, przewodnik zaproponował możliwość dokupienia oferty zwiedzenia części wyspy i wizyty w lokalnym zoo. Biorąc więc wszystkie oferty i lokalne atrakcje pod uwagę, dzień można wypełnić zajęciami. W trakcie moje pobytu w pewien wrześniowy dzień były przelotne deszcze i fale, ale w pogodny dzień spędzony na takiej plaży byłby warty wycieczki.
Na promie znajdują się restauracje i bary, a także wygodne pokłady wypoczynkowe i widokowe. Dla osób, które nie mają nic przeciwko wydaniu części budżetu na prom, odwiedzenie tej wyspy będzie miłym urozmaiceniem i wyśmienitym doświadczeniem plażowania.
Etykiety:
madeira,
madera,
morze,
ocean,
piasek,
plaża,
porto santo,
portugal,
portugalia,
prom,
wakacje,
wideo,
wyspa,
złote plaże
Lokalizacja:
Porto Santo, Portugal
środa, 2 października 2013
Nieistniejące Plaże Madery
Zanim zdecydowałem się na wyjazd na Maderę, wiele razy spotkałem się z opinią, że na Maderze nie da się „wypocząć”. Argumentowane było to brakiem plaż, toteż jadąc w to miejsce w ogóle nie szykowałem się na pływanie w oceanie, zakładając że nie starczy mi odwagi żeby wskoczyć do niego z jednego z tutejszych skalnych klifów.
Jakież było moje zdziwienie gdy po zakupieniu turystycznej mapy wyspy znalazłem kilka miejsc zaznaczonych jako „praia”. Ukształtowanie i wulkaniczne pochodzenie Madery dawało jednak nadzieję jedynie na skaliste albo kamieniste plaże ukryte w licznych zatokach, toteż pewnie dlatego nie spełniły one wyśrubowanych standardów, narzuconych przez piaskowych fetyszystów, którymi w większości są moi rodacy, co prawdopodobnie było źródłem powtarzających się, niepochlebnych opinii o „wypoczynku” tutaj. Niemniej ja sam nie jest aż tak wybredny, co więcej widzę przynajmniej kilka zalet takich bezpiaskowych przybytków:
1. Nie trzeba otrzepywać/myć nóg przy zejściu z plaży,
2. Piach nie przylepia się do elektronicznych gadżetów zabranych na plażę,
3. Podczas silnego wiatru nie jesteś atakowany przez kujący piasek
4. Łatwiej (przynajmniej mi) chodzić po kamieniach niż piasku
Co do wad, to można wspomnieć o tym, że zabawki jak wiaderko czy łopatka przestają mieć na takiej plaży rację bytu. Nie dotyczy to osób w moim przedziale wiekowym, ale na własne oczy widziałem mocno rozżalone dziecko, nie mogące zrobić użytku z ww. akcesoriów.
Sam odwiedziłem zaledwie kilka z wielu (wg madeira-web.com 29-ciu) plaż znajdujących się na wyspie. Wrażenia z pobytu na nich i w większości kąpieli w oceanie opisuję poniżej.
Plaże Sao Lourenco
Moją wędrówkę zacznę od wschodniej części wyspy od dwóch niewielkich, kamienistych plaż na półwyspie Sao Lourenco . Pierwsza z nich znajduje się u stóp najwyższej góry półwyspu – Morro do Furado i jest chyba najdalej wysuniętym na wschód punktem w którym można wziąć orzeźwiającą kąpiel, po schodzeniu gór i dolin półwyspu. Malutka plaża zwana „Przystanią Sardynki” (Cais do Sardinha), jest bardziej zejściem do wody i przystanią dla niewielkich łódek, niż plażą w pełnym tego słowa znaczeniu. Ocean jest jednak tutaj tak samo ciepły, a woda krystalicznie czysta jak w innych punktach wyspy.
Krystaliczne wody Oceanu Atlantyckiego |
Cais do Sardinha z dystansu |
Odrobinę większa, bo mająca około pół kilometra szerokości jest druga z plaż, leżąca gdzieś w okolicach drugiego kilometra szlaku przecinającego półwysep, przy zatoce Abra (Baia D’Abra). Podejście wiedzie dosyć stromą ścieżką, zbaczającą z głównego szlaku, także po pływaniu warto zregenrować siły zanim ruszymy na wspinaczkę z powrotem.
| Ścieżka do plaży |
| Baia d'Abra |
Kilka kilometrów na wschód od lotniska, znajduje się historyczna plaża, na której w 1419 r. wylądowali odkrywcy Madery: João Gonçalves Zarco and Tristão Vaz Teixeira. Pierwotnie była to w całości plaża kamienista, ale aby dogodzić fanom piasku i turystyki leżakowej, lokalne władze zdecydowały się na zainwestowanie 3 mln Euro w budowę sztucznej plaży usypanej z piasku importowanego z Sahary. Plaża Machico ma wszelkie możliwe udogodnienia w postaci przebieralni, pryszniców, leżaków do wynajęcia, pływającej platformy do skoków, a nawet dwóch dodatkowych basenów.
Plaża z importowanym piaskiem prezentuje się bardzo dobrze wizualnie, wejście do oceanu jest bardzo łagodne i piaszczyste (ciężko znaleźć choćby jeden kamień). Niestety z powodu silnego wiatru, moje doświadczenia tam nie były zbyt pozytywne, bo cały czas byłem atakowany przez kujący piasek unoszony przez wiatr, także zaraz po kąpieli ewakuowałem się stamtąd w trybie natychmiastowym.
Szczęśliwie tylko połowa plaży w Machico została zmieniona w piach, także jest tutaj trochę miejsca dla gustujących też w smażeniu się na kamieniach.
Trochę piasku |
![]() |
Obie plaże widziane z pobliskiego klifu |
Faja dos Padres - i powiozą mnie windą na… plażę.
Plaża zdecydowanie kamienista leżąca na zachód od Funchal, na którą można się dostać za pomocą windy z 250 metrowego klifu. Przez wieki miejsce to było zamieszkane jedynie przez Jezuitów (stąd nazwa: przystań ojczulków), którzy do tego miejsca dotarli na pokładzie statku. Na dole można za niewielką opłatą wynająć leżak i posmażyć się na kawałku betonowej przystani, albo w odosobnieniu rozłożyć na jednym z wielkich kamieni na plaży. Co by nie wybrać, warto wziąć orzeźwiającą kąpieli w ciepłym Atlantyku, trzeba jednak pamiętać o zabraniu ze sobą butów do pływania, bo inaczej wejście i wyjście z wody może stać się bolesnym doświadczeniem. W pobliżu plaży mieści się jedna restauracja z lokalnymi przysmakami, także pomimo odosobnienia nie grozi nam śmierć głodowa.
Plażowa winda
Zejście na plażę
Widok na plażę
i widok z plaży
a tak to wygląda z góry |
Ribeira Brava.
Kilka kilometrów na wschód od Faja dos Padres, znajduje się pięknie położone w dolinie między klifami miasteczko Ribeira Brava, a nieopodal niego kolejna kamienista plaża o tej samej nazwie. Nie jest to do końca naturalny twór, bo kąpielisko znajduje się wewnątrz usypanej z kamieni zatoki, która chroni przed falami. Wyposażona jest we wszystkie możliwe udogodnienia, a także fontannę i basen. Ten drugi okupowany jest permanentnie przez dzieci i młodzież <16, także raczej nie polecam.
Ribeira Brava - "Dzika Rzeka" |
Plaża w Calheta jest kolejną, kosztowną próbą dogodzenia turyście leżakowemu. Podobnie jak ta w Machico usypana jest z importowanego marokańskiego piasku, odgrodzonego ogromnymi betonowymi blokami, tworzącymi falochron w kształcie ogromnej łodzi. Nie wiem czy kosztowała tyle co ta w Machico, ale na pewno tania nie była. Miejscówka jest bardzo popularna, o czym świadczy fakt, że praktycznie cała jej powierzchnia pokryta jest leżakami do wynajęcia. Wejście do wody lekko kamieniste, ale śmiało można się obejść bez butów, woda spokojna i całkiem przyjemna, bliżej kamiennych brzegów łatwo spotkać ryby i innych przedstawicieli morskiej fauny, także polecam wziąć ze sobą sprzęt do snurkowania.
„Plaże” Porto Moniz
Plaża w kształcie łodzi |
Widoki z plaży |
„Plaże” Porto Moniz
Oprócz nieziemskich widoków, jedną z głównych atrakcji miasteczka położonego na północno zachodnim krańcu wyspy są tzw. naturalne baseny wulkaniczne, niemniej cały ich kompleks klasyfikowany jest także jako plaża, o czym świadczy poniższe zdjęcie:
W rzeczywistości przechadzając się wybrzeżem, natkniemy się na bardziej i mniej naturalne formy basenów wyrzeźbionych w lawie. Te, do których powstania w większym stopniu przyczynił się człowiek mają wyraźnie większe wzięcie, do tego stopnia że za skorzystanie z nich należy uiścić niewielką opłatę (€1.50). Kąpiel w nich może być źródłem mocnych wrażeń, bo ocean na północ od wyspy jest wiecznie niespokojny, a fale raz po raz atakują skały otaczające baseny z taką siłą, że potrafia wepchnąć do basenu plażowiczów siedzących na jego krawędzi.
"Prawie" naturalne baseny, leżące we wschodniej części miasteczka, pomimo że darmowe nie cieszą się aż taką popularnością. W tamten dzień nie widziałem tam nawet jednej osoby.
Jak widać po moich doświadczeniach, na Maderze jest gdzie się wykąpać i jest gdzie plażować. Piaskowi fetyszyści oczywiście temu zaprzeczą, jednak i im Madera, już nie jako wyspa ale archipelag ma czym zaimponować, ale o tym w następnym wpisie.
Etykiety:
film,
kamieniste,
kąpiel,
klif,
madeira,
madera,
morze,
ocean,
opalanie,
piaskowe,
plaże,
plażowanie,
pływanie,
portugalia,
snurkowanie.,
wyspa,
zdjęcia
Lokalizacja:
Porto Moniz, Portugal
sobota, 28 września 2013
Madera - Ponte de São Lourenço
Madera nie zrobiła na mnie wrażania miejsca wypoczynku dla rodzin z dziećmi.
Każdy dzień zwiedzania uświadamiał mi, że najlepiej będą czuli się tu turyści,
którzy lubią być w ruchu i odkrywać okolicę we własnym tempie. Tak naprawdę to
wyspa ma wszystko do zaoferowania, piaszczyste plaże, kamieniste zatoki, niemal
Alpejskie szczyty, klify i krystaliczną wodę pod słonecznym niebem.
Jednym z punktów mojego programu była wycieczka na wysunięty wąskim pasem w morze
półwysep Ponta de Sao Lourenco, park narodowy po wschodniej części wyspy.
Rozciąga się stąd panoramiczny widok na Atlantyk, a pod stopami znajdują się
unikatowe dla całej wyspy wulkaniczne formacje skalne. Znajdują się tu endemiczne
gatunki roślin, ale uwagę najbardziej zwracały małe jaszczurki. Ich ilość
wskazywałaby na to, że nie mają one tu naturalnego drapieżnika.
W miarę pokonywania 13 kilometrowego szlaku najbardziej zachwycał mnie panoramiczny
krajobraz na ocean w tle poszarpanych skał. To jednak skały grają tu pierwsze
skrzypce ze względu na niespotykaną formację, niczym najbardziej fantazyjnie
przekładany placek. Trudno było nie
zadumać się nad siłami natury, które
wyniosły Maderę ponad powierzchnię wody ku zachwytowi człowieka.
Mniej więcej w połowie trasy znajduje się centrum informacji turystycznej o
regionie oraz strome zejście na plażę zwaną Prainha. Jest to jedyna naturalna
plaża z czarnego piasku na wyspie. Zauważyłam, że na dole cumowały dwie łodzie
motorowe sprawujące chyba rolę wodnego taxi lub oferowały wycieczki po okolicy. Największym rozczarowaniem okazały się tu nieczynne toalety, gdyż publicznych toalet ani kiosku nie ma na w ogóle na parkingu. Cała wycieczka zajęła prawie 4 godziny i dojazd.
Z półwyspu można na horyzoncie zauważyć oddalony o około 35 kilometrów zespół
bezludnych wysp Desertas. Jest to rezerwat przyrody będący bezpieczną
przystanią dla wielu gatunków ptaków i zwierząt. Na wyspy organizowane są całodzienne
wycieczki z Funchal, stolicy wyspy i głównego miasta regionu.
Wycieczka na Sao Lourenco była bardzo udana. W drodze z Funchal mija się lotnisko z jego robiącymi wrażenie kolumnami, na których zbudowany jest pas startowy oraz urokliwą plażę u podnóży Machico.
Wycieczka na Sao Lourenco była bardzo udana. W drodze z Funchal mija się lotnisko z jego robiącymi wrażenie kolumnami, na których zbudowany jest pas startowy oraz urokliwą plażę u podnóży Machico.
Etykiety:
formacje skalne,
jaszczurki,
madeira,
madera,
morze,
ocean,
park narodowy,
ponta de sao lourenco,
portugalia,
sao lourenco,
wakacje,
wakacje portugalia,
wulkaniczne skały,
wulkaniczne wyspy,
wyspa
Lokalizacja:
Madeira, Portugal
sobota, 21 września 2013
Madera - Wyspa Wiecznej Wiosny
Po zaliczeniu pierwszego roku trudnej nauki języka portugalskiego, jasne było że w nagrodę za wytrwałość i wysiłek, ale też w celu przetestowania skromnych bo skromnych, ale nowych umiejętności językowych kraj portugalskojęzyczny nie mógł nie pojawić się w wyjazdach na ten rok.
Kandydatur było kilka: gorące Wyspy Zielonego Przylądka, północna Portugalia z Porto i parkami narodowymi Peneda-Gerês i Alvão, zielone Wyspy Azorskie… Wybór padł jednak na niepozorną, ale znaną w świecie turystyki wyspę nieopodal Maroka i Wysp Kanaryjskich, będącą częścią Portugalii Maderę.
Do miejsca tego przekonały mnie przede wszystkim jej bujna przyroda i ekstremalnie górzyste ukształtowanie terenu, będące gwarancją niesamowitych widoków oraz emocji, wystarczyło zaledwie, że obejrzałem kilka zdjęć zrobionych tam, żeby przypieczętować wybór.
Czas do rozpoczęcia urlopu bardzo się dłużył, ale dzień X nareszcie przyszedł. Już w samolocie czekały na mnie wakacyjne emocje, a to poprzez dosyć ciekawe położenie i konstrukcję lotniska Funchal. W przeszłości ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo gór i oceanu i bardzo krótki pas startowy było uznawane za jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie, teraz za sprawą dodania do niego dodatkowego kilometra, nie ma aż tak złej opinii, niemniej ciągle podejście jest dosyć emocjonujące bo samolot lecący z północnego-wschodu musi zrobić zwrot o prawie 180 stopni aby trafić w pas startowy. Pasażerów o słabszych nerwach może to przyprawić o zawał, bo na początku ma się wrażenie, że ma on zamiar uderzyć w taflę oceanu, a w późniejszej fazie manewru, że celuje w strome zbocza wyspy. Szczęśliwie tym razem umiejętnośi pilota okazały się wystarczające i po kilku minutach wraz z innymi pasażerami samolotu mogłem już napawać się świeżym zapachem wilgotnego powietrza Madery.
Za bazę wypadkową obrałem Funchal, nazwany tak od portugalskiego Funcho, czyli kopru, który gęsto rósł na tych terenach, gdy przybyli tu pierwszy osadnicy. Jest to główne i bezapelacyjnie najciekawsze miasto na wyspie, oddalone jest od lotniska o około 22 km. Dotarłem tam wypożyczonym samochodem, który okazał się kompletną klapą na warunki Maderskie. Moc tego wynalazku była podobna do dawnych produktów FSM w Tychach. Cudem udało mi się dotrzeć do miasta bez szwanku, ale doświadczenia z drogi szybkiego ruchu, kiedy to samochód zwalniał pomimo gazu wciśniętego do dechy, do tego stopnia że byłem wyprzedzany przez półciężarówki i dostawczaki odrobinę wyprowadziły mnie z równowagi. Zacząłem tęsknić do pierdzącego silnika mojego diesla.
Postawione na betonowych kolumnach, przedłużenie pasa startowego lotniska Funchal |
A w samym mieście głośno i tłoczno, bo w ten sobotni wieczór trwał tam w najlepsze Festiwal Wina. Wzdłuż głównego deptaka i w Parku Miejskim (Jardim Municipal) wystawiono liczne budki z lokalnymi winami oraz przysmakami, zorganizowano pokazy wyciskania soku z winogron, nie zabrakło także programu artystycznego. Na dwóch scenach swoje talenty pokazywały grupy taneczne oraz muzycy, zaś w parku trwał koncert popowy, którego spokojnie mogłem słuchać z tarasu hotelu w którym się zatrzymałem. Było to dla mnie niemałe zaskoczenie, bo z tego co słyszałem Madera zaliczana jest do raczej spokojniejszych miejsc na wypoczynek, toteż ulice jej miast wyobrażałem sobie nieco inaczej.
Po odetchnięciu i przespaniu pierwszego szoku, rano następnego dnia udałem się w już nieco spokojniejsze, ale nadal tętniące życiem miasto. Po spacerze jego zabytkowymi uliczkami udało mi się dotrzeć do głównej i najintensywniej reklamowanej atrakcji Funchal, czyli stacji kolejki linowej wjeżdżającej na 560 m. wzgórze Monte. Sam wjazd nie okazał się zbyt emocjonujący, szczególnie porównując z moją czerwcową podróżą na Aiguille du Midi. Panorama nadmorskiego miasta może jednak momentami zachwycić.
Nieopodal stacji końcowej Monte, natknąłem się na inną słynną atrakcję Funchal, Carros de Cesto – dwukilometrowy zjazd wiklinowymi saniami, stromymi uliczkami Monte. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, okazało się że interes nie otwiera się w niedzielę, więc nie dane mi było przetestowanie wynalazku na własnej skórze.
Z Monte udałem się piechotą na położony nieco wyżej, bo na 875 m punkt widokowy Terreiro da Luta. Po jakimś czasie zauważyłem, że przy ścieżce ustawione są krzyże symbolizujące stacje drogi krzyżowej, także mogę się chwalić, że zaliczyłem drogę krzyżową i to w niedzielę. Niespotykany przykład religijności jak na moją skromną osobę.
Winna impreza w Funchal |
Katedra w Funchal (Sé Catedral de Nossa Senhora da Assunção) |
Ulice miasta |
"Teleferico" |
Kościół pod wezwaniem "Matki Boskiej Montejskiej" (Nossa Senhora de Monte), gdzie zaczyna się szlak i droga krzyżowa |
Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej, przyozdobiona jedzeniem z jakiś powodów |
Smutne widoki po sierpniowym kataklizmie |
Funchal widziany z Terreiro da Luta |
Etykiety:
autobusy,
festiwal wina,
funchal,
góry,
kolejka linowa,
koszyki,
madera,
piechotą,
piesze wycieczki,
portugalia,
samochodem,
teleferico,
video,
wideo,
wyspa
Lokalizacja:
Madeira, Portugal
Subskrybuj:
Posty (Atom)
