Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą video. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

Madera - Wyspa Wiecznej Wiosny

Po zaliczeniu pierwszego roku trudnej nauki języka portugalskiego, jasne było że w nagrodę za wytrwałość i wysiłek, ale też w celu przetestowania skromnych bo skromnych, ale nowych umiejętności językowych kraj portugalskojęzyczny nie mógł nie pojawić się w wyjazdach na ten rok. 
Kandydatur było kilka: gorące Wyspy Zielonego Przylądka, północna Portugalia z Porto i parkami narodowymi Peneda-Gerês i Alvão, zielone Wyspy Azorskie… Wybór padł jednak na niepozorną, ale znaną w świecie turystyki wyspę nieopodal Maroka i Wysp Kanaryjskich, będącą częścią Portugalii Maderę.
Do miejsca tego przekonały mnie przede wszystkim jej bujna przyroda i ekstremalnie górzyste ukształtowanie terenu, będące gwarancją niesamowitych widoków oraz emocji, wystarczyło zaledwie, że obejrzałem kilka zdjęć zrobionych tam, żeby przypieczętować wybór.

Czas do rozpoczęcia urlopu bardzo się dłużył, ale dzień X nareszcie przyszedł. Już w samolocie czekały na mnie wakacyjne emocje, a to poprzez dosyć ciekawe położenie i konstrukcję lotniska Funchal. W przeszłości ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo gór i oceanu i bardzo krótki pas startowy było uznawane za jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie, teraz za sprawą dodania do niego dodatkowego kilometra, nie ma aż tak złej opinii, niemniej ciągle podejście jest dosyć emocjonujące bo samolot lecący z północnego-wschodu musi zrobić zwrot o prawie 180 stopni aby trafić w pas startowy. Pasażerów o słabszych nerwach może to przyprawić o zawał, bo na początku ma się wrażenie, że ma on zamiar uderzyć w taflę oceanu, a w późniejszej fazie manewru, że celuje w strome zbocza wyspy. Szczęśliwie tym razem umiejętnośi pilota okazały się wystarczające i po kilku minutach wraz z innymi pasażerami samolotu mogłem już napawać się świeżym zapachem wilgotnego powietrza Madery.

Postawione na betonowych kolumnach, przedłużenie pasa startowego lotniska Funchal


Za bazę wypadkową obrałem Funchal, nazwany tak od portugalskiego Funcho, czyli kopru, który gęsto rósł na tych terenach, gdy przybyli tu pierwszy osadnicy. Jest to główne i bezapelacyjnie najciekawsze miasto na wyspie, oddalone jest od lotniska o około 22 km. Dotarłem tam wypożyczonym samochodem, który okazał się kompletną klapą na warunki Maderskie. Moc tego wynalazku była podobna do dawnych produktów FSM w Tychach. Cudem udało mi się dotrzeć do miasta bez szwanku, ale doświadczenia z drogi szybkiego ruchu, kiedy to samochód zwalniał pomimo gazu wciśniętego do dechy, do tego stopnia że byłem wyprzedzany przez półciężarówki i dostawczaki odrobinę wyprowadziły mnie z równowagi. Zacząłem tęsknić do pierdzącego silnika mojego diesla.




Funchal - miasto na górskim zboczu + nieśmiertelne maderskie chmury.

A w samym mieście głośno i tłoczno, bo w ten sobotni wieczór trwał tam w najlepsze Festiwal Wina. Wzdłuż głównego deptaka i w Parku Miejskim (Jardim Municipal) wystawiono liczne budki z lokalnymi winami oraz przysmakami, zorganizowano pokazy wyciskania soku z winogron, nie zabrakło także programu artystycznego. Na dwóch scenach swoje talenty pokazywały grupy taneczne oraz muzycy, zaś w parku trwał koncert popowy, którego spokojnie mogłem słuchać z tarasu hotelu w którym się zatrzymałem. Było to dla mnie niemałe zaskoczenie, bo z tego co słyszałem Madera zaliczana jest do raczej spokojniejszych miejsc na wypoczynek, toteż ulice jej miast wyobrażałem sobie nieco inaczej.



Winna impreza w Funchal

Katedra w Funchal (Sé Catedral de Nossa Senhora da Assunção)



Ulice miasta

Po odetchnięciu i przespaniu pierwszego szoku, rano następnego dnia udałem się w już nieco spokojniejsze, ale nadal tętniące życiem miasto. Po spacerze jego zabytkowymi uliczkami udało mi się dotrzeć do głównej i najintensywniej reklamowanej atrakcji Funchal, czyli stacji kolejki linowej wjeżdżającej na 560 m. wzgórze Monte. Sam wjazd nie okazał się zbyt emocjonujący, szczególnie porównując z moją czerwcową podróżą na Aiguille du Midi. Panorama nadmorskiego miasta może jednak momentami zachwycić.







"Teleferico"

Nieopodal stacji końcowej Monte, natknąłem się na inną słynną atrakcję Funchal, Carros de Cesto – dwukilometrowy zjazd wiklinowymi saniami, stromymi uliczkami Monte. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, okazało się że interes nie otwiera się w niedzielę, więc nie dane mi było przetestowanie wynalazku na własnej skórze.


Z Monte udałem się piechotą na położony nieco wyżej, bo na  875 m punkt widokowy Terreiro da Luta. Po jakimś czasie zauważyłem, że przy ścieżce ustawione są krzyże symbolizujące stacje drogi krzyżowej, także mogę się chwalić, że zaliczyłem drogę krzyżową i to w niedzielę. Niespotykany przykład religijności jak na moją skromną osobę.

Kościół pod wezwaniem "Matki Boskiej Montejskiej" (Nossa Senhora de Monte), gdzie zaczyna się szlak i droga krzyżowa

Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej, przyozdobiona jedzeniem z jakiś powodów

Niestety doświadczenia z tej wspinaczki były raczej przygnębiające, ponieważ jeszcze niedawno, bo w sierpniu trawiły tę okolicę ogromne, trwające prawie tydzień pożary. Bezlitosny żywioł prawie całkowicie zniszczył las oraz wioski położone na zboczach góry.





Smutne widoki po sierpniowym kataklizmie


Funchal widziany z Terreiro da Luta

Po około 4 km wspinaczki i powrocie do Monte, doświadczyłem jeszcze jednej regionalnej atrakcji, wcale się tego nie spodziewając. Okazał się nią powrót lokalnym autobusem (linia 22) wąskimi i stromymi uliczkami do Funchal, który okazał się być bardziej emocjonujący niż osławione Teleferico, polecam każdemu serdecznie. Niech poniższy filmik posłuży za zachętę:



niedziela, 10 lutego 2013

Dreamlinerem do Warszawy

Po koniec grudnia zostałem mile zaskoczony przez PLL LOT, które zamiast standardowego Airbusa czy 767, na mój lot do Warszawy, podstawiło swój najnowszy nabytek i dumę: Boeinga 787-8 Dreamlinera. Niemałe było to dla mnie zaskoczenie, ale szczęśliwie spakowałem swoją kamerę w bagaż podręczny, także mogłem uwiecznić ten te doniosłe dla pasażerów i linii lotniczych chwile. Na nasze szczęście tym razem w maszynie "ze snów" nic się nie zepsuło i wszyscy w jednym kawałku i w miarę miękko wylądowaliśmy na warszawskim lotnisku, także poniższy filmik nie zalicza się do gatunku katastroficznych....



środa, 21 listopada 2012

Ha det Norge, Hej Sverige!



No i nadszedł dzień, w który z żalem musieliśmy opuścić przepiękną krainę fiordów, nasz ból łagodziła odrobinę nienajlepsza pogoda, ale i tak nastroje były raczej minorowe. Na szczęście nie oznaczało to dla nas jeszcze końca wakacji. Następnym punktem programu była dosyć długa podróż do szwedzkiego Göteborga, gdzie mieliśmy zatrzymać się na następne 2 noce.

Z Hordaland (Norwegia) do Västra Götaland (Szwecja) from wrozjazdach.blogspot.com on Vimeo.

Trasa do Szwecji była banalna. Aż do Oslo wiodła drogą E16, której częścią jest najdłuższy samochodowy tunel na świecie, prawie 25 kilometrowy Lærdalstunnelen. W Oslo należało przeskoczyć na kilka kilometrów na E18, gdzie doświadczyliśmy brutalnego powrotu do cywilizacji, stojąc w kilkukilometrowym korku, aż do zjazdu na E6, która doprowadziła nas aż na przedmieścia Göteborga . Tam też zostaliśmy zaskoczeni przez kompletnie dezorganizujące ruch rozległe roboty drogowe, gdzie brak jakichkolwiek informacji o objazdach znacznie opóźnił nasz przyjazd do hotelu.

Göteborg przywitał nas dosyć pochmurną pogodą, ale przynajmniej oszczędził nam deszczu. Pierwszym szczytem do zdobycia był biurowiec „Göteborgs-Utkiken”, znany jako "szminka", skąd z wysokości 86m udało nam się rzucić okiem na panoramę miasta. Nieopodal niego, także nad rzeką Göta älv znajduje się potężny budynek opery oraz żaglowiec „Viking”. Po ich obejrzeniu udaliśmy się do dzielnicy Gamla Haga, gdzie podziwiać można typową dla Skandynawii drewnianą zabudowę, a przy okazji najeść się szwedzkich wypieków.
Göteborgs-Utkiken - "szminka" z zewnątrz

Viking

Göteborgsoperan

Kanelbullar - szwedzkie bułeczki
Gamla Haga
Niestety będąc ciągle pod wrażeniem norweskiej natury, ciężko było nam się zachwycić miejskimi krajobrazami, także po przechadzce po Östra Hamngatan (głównej ulicy miasta), oraz znajdującym się w pobliżu parku Trädgårdsföreningen i zobaczeniu Ullevi – największego stadionu w Skandynawii wróciliśmy do hotelu, żeby zregenerować siły na podróż do duńskiego Roskilde, czekającą nas następnego dnia.
Zaparowany obiektyw w ogrodzie botanicznym w Trädgårdsföreningen
Uniwersytet w Geteborgu
Stadion Ullevi
Klasyczny tramwaj
Karta pozwalająca korzystać z transportu miejskiego w Göteborgu i okolicach
-

czwartek, 15 listopada 2012

Słoneczne Bergen - sekret Norwegów

Po wyczerpującej przygodzie ze wspinaczką w czerwcowych roztopach na zboczach Brekkenipa, nadszedł czas na tradycyjne zwiedzanie. W celu uniknięcia kłopotliwego parkowania w mieście, dojechaliśmy samochodem do stacji kolejowej Arna Idse z darmowym parkingiem. Bilety na pociąg dostępne są z automatu, który przyjmuje tylko karty bankowe. Pojedynczy bilet kosztował 35 koron.
Po krótkiej podróży znaleźliśmy się w odległości spaceru od turystycznego centrum miasta położonego w porcie.



Jak każde miasto, Bergen ma do zaoferowania wiele atrakcji, ale plan zwiedzania jest uzależniony od czasu. Przy pięknej pogodzie, jaka nas zastała najlepszym wyborem było pozostanie na ulicach miasta i chłonięcie widoków i atmosfery leniwego relaksu.




Największą atrakcją jest niewątpliwie kolejka na szczyt Floyfjellet zwany Floyen. Ze szczytu roztaczają się piękne panoramiczne widoki oraz znajdują się liczne ścieżki spacerowe. Jest to idealne miejsce na wypoczynek i piknik i przyciąga rzesze turystów i mieszkańców Bergen.




Historyczna część miasta z piękną architekturą zdobi promenadę portu wzdłuż Bryggen. Drewniane budynki są pięknie zachowane i współcześnie są domem dla prywatnych sklepów, kawiarni i restauracji. Dzięki temu wstęp jest za darmo, a bogata oferta handlowa gwarantuje rozrywkę na długi czas. Urok tego miejsca jest nie do przecenienia.




Na każdym odcinku podróży po Norwegii można dostrzec zamiłowanie jej mieszkańców do drewnianej zabudowy. Nigdzie nie było to tak oczywiste i eleganckie, jak w Bergen. Kilka tego przykładów poniżej.




Bergen oferuje wiele innych atrakcji oraz jest bazą wypadową dla ekscytujących wycieczek promem na północ. Informacje można uzyskać w nowoczesnym centrum turystycznym w porcie.

Malowniczym miejscem jest targ rybny w porcie, który oprócz owoców morza sprzedaje swieże posiłki z grilla. Jeden z ciekawszych okazów ryb zamieszczam poniżej. Bon apetit.