Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piasek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piasek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2013

Porto Santo złota plaża


Madera posiada wiele małych wysp w niedalekiej odległości od wybrzeża, ale ich niezaprzeczalną królową jest Porto Santo. Jej niezrównanym walorem jest 9 kilometrowa złota plaża.





Połączenie z wyspą obsługuje prom Porto Santo, który z Funchal ma tylko jeden kurs na dzień. Statek wypływa o godz. 8:00 i wraca o 20:00 więc cały dzień można go obserwować cumującego w porcie.




Samo miasto niewiele ma do zaoferowania. Jest to kilka przecinających się ulic z małą ilością restauracji i barów, i prostą, użytkową architekturą. Ostatecznie można tu znaleźć miejsce do zjedzenia obiadu, ale chyba najlepszym rozwiązaniem wyłby własny piknik na plaży. Po to przecież przybywają tu turyści.








Plaża jest piękna i szeroka, łagodnie schodzi do morza i na swojej 9 kilometrowej przestrzeni dostarczy wiele spokojnych zakątków. Przy głównym zejściu znajdują się przebieralnie i prysznice oraz ratownik. Jest tu także przyzwoita kawiarnia, więc na lunch nie ma potrzeby wybierania się do miasta.





W trakcie transferu z portu do plaży, który doliczony był do biletu, przewodnik zaproponował możliwość dokupienia oferty zwiedzenia części wyspy i wizyty w lokalnym zoo. Biorąc więc wszystkie oferty i lokalne atrakcje pod uwagę, dzień można wypełnić zajęciami. W trakcie moje pobytu w pewien wrześniowy dzień były przelotne deszcze i fale, ale w pogodny dzień spędzony na takiej plaży byłby warty wycieczki.




Na promie znajdują się restauracje i bary, a także wygodne pokłady wypoczynkowe i widokowe. Dla osób, które nie mają nic przeciwko wydaniu części budżetu na prom, odwiedzenie tej wyspy będzie miłym urozmaiceniem i wyśmienitym doświadczeniem plażowania.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Kierunek Jutlandia


To za co kochamy Danię, czyli ogromne, piaszczyste plaże
Drogę do wymarzonego celu bardzo szybko odmierza się w wyobraźni, jednak w prawidzym życiu trzeba się mierzyć z faktami, wyrażonymi w tym przypadku bardzo konkretną liczbą 1568 kilometrów, które dzielą południowo – wschodnią Anglię od Norwegii. Być może odległość ta wydaje się nieco zniechęcająca, ale niepotrzebnie, gdy blisko autostrad istnieją takie miasteczka, jak Quickborn  pod Hamburgiem w Niemczech z wygodnie umiejscowionym hotelem. Dla nas była to wyczekiwana przystań w pierwszym dniu podróży, która chociaż nie oferowała w ten wieczór jedzenia i trunku, to przynajmniej  zapewniła czysty i przestronny pokój. Kobieca przezorność w zabieraniu prowiantu na wszelki wypadek, uchroniła nas także przed nieprzyjemnym uczuciem zasypiania z pustym żołądkiem.

Statuła rybaka - Hirtshals
Dzień wyjazdu zaczął się o nieprzychylnej dla samopoczucia godzinie 3:30 nad ranem, a pierwszy test nawigacyjny już miał miejsce podczas wyjazdu z portu na autostradę we francuskiej Dunkierce.  Musieliśmy ufać, że chociaż podążamy za znakami na Calais znajdującym się w przeciwnym do obranej trasy kerunku, to dotrzemy do właściwego węzła na autostradzie. Nieocenioną pomocą okazał się stary i zasłużony atlas drogowy, który regulował kierunek podóży na wypadek, gdy pracowici Belgowie i Holendrzy wybudowali nowe węzły komunikacyjne, lub gdy nawigacja satelitarna nie zauważyła ważnego rozjazdu pod Antwerpią. 

Niespodziewane atrakcje oferuje długi odcinek trasy przez Niemcy. Nie tylko można z czystym sumieniem testować możliwości techniczne swojego samochodu i podziwiać zdolności rajdowe Niemców, ale także najeść się do syta w przydrożnych restauracjach i zaczerpnąć świeżego powietrza w tym zaskakująco gęsto zalesionym kraju. 

Włochate wydmy - Tornby Strand
Następny poranek zastał nas podekscytowanych i wypoczętych. Przed nami była zaledwie kilugodzinna trasa po niebywale pustych autostradach Danii, prowadzących na samą północ do Hirtshalts, skąd odpływają promy do Norwegii. Nie warto się jednak spieszyć za wszelką cenę, gdyż Dania ma także coś do zaoferowania. Trudno uwierzyć, że płaski i bardzo monotonny krajobraz rolniczy na końcu drogi przekształci się w cudowne białe wydmowe plaże, rozciągające się na przestrzeni kilometrów. Białe piaski duńskiej Jutlandii i Kopenhaga na pewno przyczyniły się do tego, że Duńczycy to najszczęśliwszy naród Europy. A może to fakt, że nikt cię tam nie podejrzewa o nieuczciwe zamiary, nawet gdy jesteś przybyszem  z zagranicy, ale to już temat na kolejną opowieść. Najnudniejszy według niektórych kraj w Europie wyróżnia się uproszczoną, współczesną architekturą, opartą na bazie figur geometrycznych w wielorakich zestawieniach. Prostotę stylu przełamują żywe kolory elewacji wzdłóż głównych ulic. Piękno Danii nie tkwi jednak w miasteczkach pokroju Hirtshals, ale w urokliwych plażach i historycznych miastach. Jednak nawet tu znaleźliśmy restaurację, w której podaje  się niemalże podwójne porcje, a płaci jak za pojedyncze. Dla zaciekawionych jest to dosyć obszerna restauracja na początku Norregade serwująca między innymi pizzę i kebab.
Piaskowe wydmy - Tornby Strand
Tani, ale praktyczny murek z 
plażowych kamienii - Hirtshals
Ta, a także wcześniejsze podróże do Danii utwierdziły mnie w przekonaniu, że naród ten nie jest zwolennikiem tworzenia miejsc pracy tam, gdzie klienci mogą obsłużyć się sami. Jest to najbardziej widoczne na stacjach benzynowych oddalonych od miast, gdzie królują automaty samoobsługowe. Na szczęście oferują one tłumaczenie zarówno w języku niemieckim, jak i angielskim.

Samochody upchane na promie
do Kristianand
Z pełnym bakiem i wspomnieniem relaksu na białych plażach pora wyruszać w najważniejszą podróż. W porcie czekał już katamaran Fjordline, który w niespełna kilka godzin miał nas przetransportować do norweskiego Kristiansand. Optymizmem nie napawało oberwanie chmury w oczekiwaniu na wjazd na prom i wciąż jeszcze nie wiedzieliśmy, że po drugiej stronie czekała na nas słoneczna pogoda i moc wrażeń. Na szczególną wzmiankę zasługują tu panowie z obsługi statku, którzy z niezwykłą finezją i kreatywnością wykorzystali każdy milimetr wolnej przestrzeni, aby zmieścić wszystkie samochody. Lekko zdumiony wyraz na twarzach innych kierowców świadczył o tym, że nie tylko my zastanawialiśmy się, jak stąd później wyjedziemy.



Z Londynu do Hirtshals w 4 minuty from wrozjazdach.blogspot.com on Vimeo.