Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stalheim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stalheim. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2012

Ha det Norge, Hej Sverige!



No i nadszedł dzień, w który z żalem musieliśmy opuścić przepiękną krainę fiordów, nasz ból łagodziła odrobinę nienajlepsza pogoda, ale i tak nastroje były raczej minorowe. Na szczęście nie oznaczało to dla nas jeszcze końca wakacji. Następnym punktem programu była dosyć długa podróż do szwedzkiego Göteborga, gdzie mieliśmy zatrzymać się na następne 2 noce.

Z Hordaland (Norwegia) do Västra Götaland (Szwecja) from wrozjazdach.blogspot.com on Vimeo.

Trasa do Szwecji była banalna. Aż do Oslo wiodła drogą E16, której częścią jest najdłuższy samochodowy tunel na świecie, prawie 25 kilometrowy Lærdalstunnelen. W Oslo należało przeskoczyć na kilka kilometrów na E18, gdzie doświadczyliśmy brutalnego powrotu do cywilizacji, stojąc w kilkukilometrowym korku, aż do zjazdu na E6, która doprowadziła nas aż na przedmieścia Göteborga . Tam też zostaliśmy zaskoczeni przez kompletnie dezorganizujące ruch rozległe roboty drogowe, gdzie brak jakichkolwiek informacji o objazdach znacznie opóźnił nasz przyjazd do hotelu.

Göteborg przywitał nas dosyć pochmurną pogodą, ale przynajmniej oszczędził nam deszczu. Pierwszym szczytem do zdobycia był biurowiec „Göteborgs-Utkiken”, znany jako "szminka", skąd z wysokości 86m udało nam się rzucić okiem na panoramę miasta. Nieopodal niego, także nad rzeką Göta älv znajduje się potężny budynek opery oraz żaglowiec „Viking”. Po ich obejrzeniu udaliśmy się do dzielnicy Gamla Haga, gdzie podziwiać można typową dla Skandynawii drewnianą zabudowę, a przy okazji najeść się szwedzkich wypieków.
Göteborgs-Utkiken - "szminka" z zewnątrz

Viking

Göteborgsoperan

Kanelbullar - szwedzkie bułeczki
Gamla Haga
Niestety będąc ciągle pod wrażeniem norweskiej natury, ciężko było nam się zachwycić miejskimi krajobrazami, także po przechadzce po Östra Hamngatan (głównej ulicy miasta), oraz znajdującym się w pobliżu parku Trädgårdsföreningen i zobaczeniu Ullevi – największego stadionu w Skandynawii wróciliśmy do hotelu, żeby zregenerować siły na podróż do duńskiego Roskilde, czekającą nas następnego dnia.
Zaparowany obiektyw w ogrodzie botanicznym w Trädgårdsföreningen
Uniwersytet w Geteborgu
Stadion Ullevi
Klasyczny tramwaj
Karta pozwalająca korzystać z transportu miejskiego w Göteborgu i okolicach
-

niedziela, 4 listopada 2012

Horror wsród czerwcowych roztopów – Brekkenipa



Po dotarciu do Stalheim, około godziny 17:00, zachęcani przez Andresa – miłego pana będącego właścicielem wynajmowanego przez nas domku i nie chcąc marnować wakacyjnego czasu, udaliśmy się na krótką przechadzkę wzdłuż stoku góry Brekkanipa (1194m), u podnóży której zamieszkaliśmy.
Kilka słów zachęty na początek trasy
Pierwszy etap wspinaczki przez las
Szałas dla strudzonych wędrowców
Kilkukilometrowa trasa nie wydawała się wielkim wyzwaniem na mapie, jednak już po pierwszych kilkuset metrach wiedzieliśmy, że w rzeczywistości może okazać się nieco większym wyzwaniem.
Coraz bardziej stromo, coraz bardziej mokro
Pierwsze śniegi
Kaldafjellet - góra po przeciwnej stronie doliny
Widok na dolinę Stalheim
Wiosenne roztopy, poprzecinały szlak licznymi strumyczkami, co znacznie spowolniła wspinaczkę. W ogóle ciężko tutaj mówić o szlaku jako takim, bo oznaczenia momentami były bardzo trudne do wypatrzenia, niewiele było też punktów orientacyjnych. Kwestią czasu było to, że się zgubimy. Stało się to po około 3 kilometrach gdy dotarliśmy do linii śniegu (czego mieliśmy unikać). Niemniej kontynuowaliśmy wędrówkę z grubsza w kierunku pd-zach i po jakimś czasie odnaleźliśmy się, żeby znowu się zgubić. Ten schemat powtarzał się jeszcze kilka razy, także w drodze powrotnej. Pierwotny plan zakładał, że dotrzemy w okolice mniejszego szczytu Midmorgehaugane (975m), gdzie szlak zaczynał schodzić w dół, z powrotem do Stalheim. Niestety okazał się on kompletnie zasypany śniegiem, a że przez przypadek nie wzięliśmy ze sobą nart, jedyną „drogą” powrotną była ta którą dotarliśmy czyli prowadzącą przez śniegi, strumyki, podmokłe łąki i strome skały. Niestety innej opcji nie było, także atmosfera zrobiła się lekko nerwowa bo było już po 8, a więc pozostało zaledwie kilka godzin do zmroku, a do zrobienia było jeszcze dobre kilka kilometrów.
Coraz grubszy, czerwcowy śnieg
Zasypany szlak - piaskarka tu nie dotarła
Na szczęście tym razem wszystko dobrze się skoczyło. Do naszej letniej rezydencji dotarliśmy lekko po 10 wieczorem bez ubytków na zdrowiu, tyle że w mokrych spodniach i z toną choinowych igieł w butach. Całe szczęście że miły pan Andres ostrzegł, żebyśmy nie porywali się na szczyt, bo mogłoby się to skończyć nocą spędzoną w norweskich górach...

środa, 17 października 2012

Dalej na północ

W życiu każdych wakacji przychodzi taki moment, kiedy trzeba opuścić miejsce gdzie zdecydowaliśmy się „zmarnować” kawałek swojego życia eksplorując i przy okazji ładując akumulatory. Zazwyczaj wiąże się to ze smutnym (chociaż nie zawsze) powrotem do domu.

Marzenie Norwega - helikopter zaparkowany na podjeździe
Nie miało to miejsca przypadku gdy opuszczaliśmy okolice Lysefjord, jako że wakacje ciągle trwały, niemniej pojawił się cien smutku i zwątpienia, czy aby nie kończy się najlepsza ich cześć, bo miejscówka była nadzwyczaj urocza. Nasza wędrówka jednak toczyła się dalej, ciągle w kierunku północny. Tym razem punktem docelowym było Stalheim w regionie Hordaland, kilka kilometrów od Hardangerfjord.
Można się tam dostać zaledwie na dwa sposoby: trasą numer 13 lub E39. Po internecie krążą plotki, że ta druga jest bardziej malownicza, jednak my wybraliśmy opcję pierwszą ze względu na krótszy dystans i mniej przepraw promowych.

Czerwcowy śnieg
Nie poczuliśmy się jednak zawiedzeni. Podróż wzdłuż „Trzynastki” była szokująco różnorodna i malownicza ale i... przerażająca. Generalnie im dalej na północ, tym bardziej robiło się malowniczo. Podróżując przez Rogaland możemy napawać się urokiem monumentalnych skalistych klifów, oraz ogromnych jezior, wzdłuż których zazwyczaj prowadziła droga. Wjeżdżając do Hordaland, jesteśmy witani przez ośnieżone szczyty i niezliczoną ilość niezwykle malowniczych wodospadów. Najbardziej urokliwą częścią tej krainy są okolice miasta Odda. W pobliżu wodospadu Låtefossen prawdopodobnie tylko najbardziej nieczuli na piękno natury nie zdecydują się na zatrzymanie samochodu, choćby na chwilę. Docierając do Stalheim krajobraz robi się mniej surowy i bardziej zielony, a czasami wręcz idylliczny. Z tego co zauważyłem w tamtych okolicach bardzo popularne jest kajakarstwo, nic dziwnego, gdyż rwących potoków tam nie brakuje.




Odda

Låtefossen

Losowo wybrany wodospad



Czekając na prom z Brimness do Buravik

Tvindefossen w okolicach Voss


Trasa na północ from wrozjazdach.blogspot.com on Vimeo.
Po takich wrażeniach zastanawiam się jak wyglądałaby alternatywna trasa, opisywana jako bardziej malownicza. Zobaczymy przy następnej okazji...
---